Co najlepiej zapamiętacie z 2021 roku?

Każdy rok to dla mnie jakby dłuższy teledysk. Pamięć biograficzną mam przesadnie szczegółową, pamiętam daty wielu zdarzeń sprzed kilkunastu lat, często wiem nawet jakie to były dni tygodnia. Zamieniłabym ten magiczny, wątpliwej użyteczności superpower, na przykład na umiejętność chodzenia wcześnie spać. Oj bardzo.

Ale do rzeczy. Zostawiając pisanie o sprawach wielkich innym lub sobie na później – postanowiłam w jednym miejscu zebrać krótkie chwile roku 2021. Te małe i niby nieznaczące momenty, które jednak wspominamy najdłużej, bo rozgryzione nadają życiu trochę więcej smaku. Bez rachunków sumienia, rozczarowań czy nauczonych lekcji życia. Ale z wdzięcznością za spotkania, rozmowy i wędrówki.
Wybrałam kilka wyjątków z podróży, naprawdę krótkich momentów osadzonych w kontekście.

Jeśli uda mi się zainspirować Was do spaceru lub wycieczki – to tylko dobrze.

Oto one:

1. Stańczyki

Zawsze gdy tam jestem dopada mnie ten sam ciąg myślowo-doznaniowy –  najpierw mam poczucie, że potencjał tych wiaduktów jest niewykorzystany. Przecież to taki spektakularny monument. A położony zupełnie w środku nicości i mało kto z tego korzysta. A potem myślę sobie: ”ale jaki potencjał?”. Że niby co miałoby tam powstać? Lidl? Leżą na końcu świata. Ich naturalną ochroną przed zdewastowaniem jest właśnie odległość od miast. I po prostu sobie są. To zupełnie wystarczy.
I tak do następnej wizyty.

2. Wyprawa piesza do kopalni bazaltu w Lutyni

Deszcz. I trochę strasznie, bo nie lubię w pojedynkę po leśnej szosie (choć trasę od strony Lądka-Zdroju znam dobrze). Nie wiem czego się bardziej się bać. Czy tego, że ktoś mnie potrąci, bo pobocze marne? Czy, że mnie porwie, a droga to dość długa i kręta. Nie wiem co prawda po co ktoś miałby mnie porywać. (I wolałabym się nie przekonać, że nikt mnie potem nie wykupi). Ale bardzo nie lubię tego, że gdy wędruję sama, to się obawiam.

Jednak do kamieniołomów mam słabość od dziecka. I będę chodzić choćby było daleko i niebezpiecznie. I już.

3. Proste rzeczy bywają najlepsze

Na przykład oglądanie burzy z balkonu kawiarni Panoramy w Krynicy-Zdrój. Kto był w Krynicy, Panoramę pewnie zna. Kto był w pobliżu, ten widział. Kto lubi urbexy, ten czeka. (Tu mrugam trochę okiem, życzę Panoramie jak najlepiej, sama chętnie się tam kiedyś zatrzymam, ponieważ lokalizacja i stylistyka są dla mnie obłędne).

Podczepiam tu jeszcze oczekiwanie na burzę w Ogrodach Sensorycznych w Muszynie. To było o tyle zaskakujące, że rzeczone Ogrody leżą na dużej, wyeksponowanej przestrzeni i do tego na wzgórzu. Z południowego-wschodu nadciągała dość szybko burza, taka jak sto pięćdziesiąt. Siekało już prawie w Muszynę. A ludzie zamiast się ewakuować, to zdawali się wręcz schodzić, jakby się umówili na spektakl. Wyglądało to jak z pogranicza science-fiction. Prawie i mnie się udzieliło, ale utrwalony nawyk nakazał pokornie oddalić się w miejsce osłonięte. Ale zdjęcie mam.

4. Uwaga, woda!

Czekanie na przeprawę promową przez Biebrzę w rzęsistej ulewie i przy niewygórowanej temperaturze uczy cierpliwości. Dobrze, że trzeba sobie ten prom samemu przyciągnąć, bo inaczej można by solidnie przemarznąć. Tym niemniej poczucie bliskości z naturą i zapach powietrza wynagradzają wszelkie niedogodności.
Takie atrakcje dostępne są na ścieżce Szuszalewo-Nowy Lipsk na Biebrzy.

5. Eksploracyjny „chill”

Eksplorowanie zimą daje podwójne dreszcze. Niejednokrotnie miałam nieodparte wrażenie, że w murach zatrzymuje się chłód jeszcze bardziej dojmujący i przenikliwy niż na zewnątrz. Kto nie zna uczucia zgrabiałych palców próbujących zrobić eksploracyjne zdjęcie, ten nie zna życia.

No chyba, że jeździł po tafli lodu na świetlicy.

6. Chmura w okolicy Kleszczowa

Nie mam tu wiele do dodania. Chmura nad Elektrownią Bełchatów sama w sobie jest wielotomową księgą-reportażem.

7. Zima w okolicy Karłowa w Górach Stołowych

Nie było to tylko przeżycie estetyczne, ponieważ biel była świeża i jakaś taka foremna. Było to też ekscytujące ze względu na to, że nasz samochód nie jest bynajmniej rekinem nawet średniostromych zimowych podjazdów. I z każdym zbliżającym nas do celu metrem rozważałam czy by jednak nie zawrócić. Ale  biel była silniejsza. A potem jeszcze doszła mgła i było mi już wszystko jedno.
Góry Stołowe we mgle to też już opisana przeze mnie nieraz historia. Ale to nie są zwykłe góry ani zwyczajne lasy i trzeba o tym pisać.

8. Panorama Torunia widziana z drugiego brzegu Wisły

Kilka popołudniowych, czerwcowych godzin, co chwilę inne światło. Rewelacja. Warto dać się pogryźć komarom.

9. Zamek w Ratnie Dolnym

Swój żal nad marnotrawstwem i tendencjami w zagospodarowaniu przestrzeni w Polsce wylałam już w innym artykule. Tutaj dodam tylko, że patrząc na to miejsce i wspominając jego dzieje, trudno nie powiedzieć: „Kiedyś to były czasy”.

10. Nie dziękuję wieży widokowej na Jagodnej, że czekała do momentu kiedy wdrapiemy się na górę, żeby po pięknym i pogodnym październikowym przedpołudniu, ściągnąć wichurę i śnieżycę. Wbrew pozorom tulenie się do rurek żeby nie wyfrunąć z tej zacnie wysokiej i dość chybotliwej konstrukcji było przeżyciem ekstremalnym. Dzięki temu jest co wspominać. Bo z pewnością nie było czego oglądać.

10. I gratuluję schronisku Jagodna metody na zwracanie uwagi klientów. A także sympatycznej obsługi i omleta Drwala.

Dziękuję i życzę Wam wszelkiej pomyślności w 2022 roku.